Fear the Walking Dead Sezon 5 Odcinek 8 Recenzja: Czy ktoś tam jest?

ToBój się żywych trupówrecenzja zawiera spoilery.


Fear the Walking Dead Sezon 5 Odcinek 8

Musisz to przekazać Bój się żywych trupów . Wielu widzów mogło nie lubić tego bardziej optymistycznego, do połowy pełnego szkła ujęcia apokalipsy zombie (w tym mnie), ale showrunnerzy Andrew Chambliss i Evan Goldberg byli zdeterminowani, aby nadać bardziej pozytywne podejście do gatunku, który generalnie wydaje się rozkoszować swoim ponurość. Począwszy od ostatniego sezonu „…I Lose Myself” Strach wstrzyknął Chodzący trup uniwersum z rodzajem bezlitosnej nadziei, która często przekraczała niebezpiecznie blisko łamiące się terytorium. Pierwsza połowa tego sezonu również trochę bawiła się w obozie (San Antonio Split, ktokolwiek?), z bardzo mieszanymi wynikami.

A teraz jesteśmy w połowie sezonu 5, a grupa (a tym samym Strach sama w sobie) osiągnęła to, co byłoby niemożliwe w czasach Dave'a Ericksona: wygrali ten dzień dzięki ślepej wierze w siebie i swoją misję pomocy potrzebującym. Czy to oznacza „Czy ktoś tam jest?” to świetny odcinek? Nie, ale finał w połowie sezonu jest z pewnością lepszy niż dwa poprzednie odcinki, z których oba stanowiły nowy niski punkt dla serii, która widziała lepsze (i tak, ponure) dni pod rządami Ericksona.



Mając na uwadze ten bardziej optymistyczny kierunek dla serialu, nie powinno dziwić, że Alicia – i rzeczywiście wszyscy inni – przetrwali każdą możliwą przeszkodę, która Strach rzucił się na nich do tej pory w tym sezonie. Od zestrzelonego samolotu przez napromieniowane zombie po awarię reaktora, Alicia, Morgan i reszta naszych nieustraszonych ocalałych spotkała się z każdym niepowodzeniem z cierpliwą determinacją (i więcej niż odrobiną pychy). Rozkwitła prawdziwa miłość, rozkwitła nowa miłość i prawie każdy w „Anybody” miał szansę zabłysnąć. (Patrzym w szczególności na ciebie, Wendell.)


Ponownie, nie jest to najmocniejszy odcinek sezonu, ale uznałem to za dziwnie satysfakcjonujące, że Strand nie tylko podniósł samolot z ziemi, ale także zablokował lądowanie, choćby tylko.

Biorąc to wszystko pod uwagę, moje problemy z „Anybody” i pierwszą połową sezonu przeważają nad dobrą wolą stworzoną przez triumf grupy.

Czy Alicia powinna przeżyć? No cóż, oczywiście wiedzieliśmy, że to zrobi (tak stwierdziłem w zeszłotygodniowej recenzji „Still Standing”). Ale tylko dlatego, że jest ostatnią stojącą Clarke i postać pierwszego dnia, czy to oznacza, że ​​jej historia nigdy się nie skończy? Trzymając ją w zbroi fabularnej, serial ostatecznie wyrządza jej krzywdę. W apokalipsie zombie całe życie jest do zgarnięcia, niezależnie od nazwiska.


Jeśli chodzi o podróż Alicii w tym sezonie, uratowanie Annie i reszty dzieciaków mocno wpłynęło na motywacje Alicii. W tym celu dosłowne i symboliczne przeszkody, które napotkała, były niesamowicie wymyślne. Bardzo często spotykała spacerowiczów, kiedy wystarczyłby odwrót – wszystko po to, by udowodnić, jak bardzo była oddana sprawie… jej przyczyna.

Było więc dla mnie bardzo dziwne, że „Anybody” rozwiewa wątpliwości w ostatniej chwili, które Annie i inne dzieci mogły żywić na pasie startowym przed wejściem na pokład samolotu. Przyjęcie pomocy Alicii oznacza ogromny punkt zwrotny dla tych odpornych obozowych dzieciaków, które nie miały ochoty na ratunek. Więc zamiast widzieć zmianę serca Annie rozgrywającą się na asfalcie, dostajemy tylko linię dialogu, w której wszystkie dzieci są zapięte. Co? Poważnie, czy tylko ja byłem rozczarowany tym niedopatrzeniem?

Przypuszczam, że są większe sprawy, którymi można się bronić. Jak ponowne pojawienie się Logana po nieobecności przez prawie cały sezon. Ponowne zobaczenie Matta Frewera tylko przez kilka chwil jest niefortunnym przypomnieniem, jak wiele mógł wnieść do ostatnich kilku odcinków, gdyby ten sezon był nieco inaczej skonstruowany. Poza tym Logan i jego załoga i tak opuścili fabrykę dżinsów, choć nie wcześniej niż rozerwali to miejsce w poszukiwaniu dzienników Claytona.

Mogłem obejść się bez Althei opisującej światła na pasie startowym jako „najładniejszą rzecz, jaką widziałem od końca wszystkiego”. Wiem, że prawdopodobnie bardzo dużo myśli o Isabelle, ale ta linijka oznaczała o wiele więcej w kontekście niespodziewanego romantycznego wyznania niż prowizorycznego wybiegu. Dla mnie to niepotrzebne oddzwonienie trochę poniża „Koniec wszystkiego”.

Jeśli chodzi o Daniela i wspomniane wcześniej lampki choinkowe, jego nagłe pojawienie się było równie kłopotliwe jak Logana. Podobnie jak Frewer, pozbawianie widzów Rubén Blades (zwłaszcza po jego dłuższej nieobecności) nie sprzyja temu niespokojnemu, nierównemu sezonowi. Jego radosne, emocjonalne spotkanie z Alicią jest punktem kulminacyjnym „Anybody” i wskazuje na to, co mogłoby być w tym sezonie, gdyby znaleźli się wcześniej. Podoba mi się również stwierdzenie Daniela, że ​​nadal myśli jak fryzjer – coś, czego nie widzieliśmy od czasu, gdy obciął włosy Efraína w sezonie 3 „100”.

Teraz, gdy wszyscy są bezpiecznie z dala od niebezpieczeństwa, Strach skupił się na drugiej połowie sezonu 5. Zamiast uciec przed stopieniem reaktora, grupa łączy siły z Loganem, aby pokonać jego byłą załogę w zapasie… paliwa? Nie mogę powiedzieć, że ten nieprawdopodobny sojusz zostawił mnie na skraju mojego miejsca. Ale pożyczę stronę z tego sezonu, będąc optymistycznie nastawionym do tego, co przyniesie przyszłość Strach .

Bój się żywych trupów powraca 11 sierpnia

Bądź na bieżąco Bój się żywych trupów Nowości i recenzje sezonu 5 tutaj.

David S.E. Zapanta jest autorem czterech książek. Przeczytaj więcej jegoLegowisko Geekpisanie tutaj . Jest też zapalony fotograf uliczny . Dodatkowo możesz śledzić go na Twitterze: @melancholymania